Znaczenie sił duchowych w leczeniu chorób i w kuracjach dostrzegali wielcy lekarze już od wieków. Między innymi Platon uważał, że „szaleństwem byłaby chęć leczenia tylko ciała, bez leczenia ducha”. Kierował się on częściowo poglądami ojca współczesnej medycyny, Hipokratesa, który nawoływał, by w leczeniu uwzględniać „nie tylko choroby, ale i chorego człowieka”.
O tym zaś, że niekiedy lepszym lekarstwem niż najdroższe środki farmaceutyczne może być życzliwy dotyk ręki, sporo naopowiadał mi jeden z przyjaciół chory na raka. Tę prawdę zauważał też sławny psychiatra prof. Antoni Kępiński, jednak wielu medykowi uzdrowicieli zapomina o niej, zapatrzonych i zadufanych w wielkość swej wiedzy.
Tymczasem tak naprawdę, gdy pomagamy innym, zawsze najważniejsze jest po prostu dobre serce. Stąd nie bez przyczyny w mądrościach biblijnych mamy zapis: „Wesele serca to jest długi wiek”. Z kolei szkodzą zdrowiu złe uczucia. To, co dzisiaj wie nauka, psychologia, przed wiekami mędrcy ujęli w Biblii bardzo prosto: „Zazdrość i gniew skracają dni, a zbytnia troska starość przed czasem przywiedzie”.